Niby historia jakich wiele, tylko czemu tak trzyma za gardło…Ale mały opowiedz ją sam.

„Parę tygodni temu jedna ciotka zadzwoniła do drugiej ciotki, bo okazało się, że jakieś choroby mam i strasznie kręci mi się w głowie. Inni już biegają, a ja ciągle leżę, nie umiem sam jeść, ani nie mogę znaleźć miski z piciem. Dookoła ciągle jest ciemno, a moje ciałko ciągle jest zimne. Nie rozumiem, czemu inni są tacy weseli. Takie życie nie jest fajne. Ciotka się zgodziła, żeby mnie zabrać..no i się zaczęło… Najpierw badania, a mi ciągle tak źle i w głowie jakoś wiruje. Doktor Radek zrobił mi tomograf i od początku mówili, bo słyszałem, że ostrożny przypadek ze mnie, czy coś takiego, ale ciotka, co już poźniej (bo dali mi szansę na PÓŹNIEJ) myślałem o niej, że to Mama mówiła, że może jeszcze zawalczymy. Pojechaliśmy na wizytę do jednego Pana neurologa, co nam dał jakieś kłujki pod skórę, co mi pomogły, bo przestało się kręcić w głowie po nich. Trzymali mnie w takim pudełku, co się grzeje i ustawia się ile ma tam być kropli wody w powietrzu. Dostawałem jedzonko i takie liquidy, co się po nich czułem jak SuperPies, bo Mama mi ciągle mówiła, że taki jestem. Ten, co ciągle z Mamą chodzi też tak mówił, ale rzadziej, bo on jakiś skryty, ale też mnie kochał. Podobnie, jak ciocia Edyta. Nawet byłem kiedyś na wycieczce w Poznaniu i zostałem na noc, a w drodze powrotnej poznałem koleżanki, co były takie jak ja, ale już dorosłe. Moje rodzeństwo pewnie waży już z 10 kilogramów, a ja ciągle się czuję taki malutki i ciągle mi zimno.
Któregoś dnia Mama powiedziała,że udało nam się dostać do takiego super neurologa, co już na pewno powie co ze mną będzie. I wiecie co?
Właśnie tu jestem.
Dziękuję Wam, że znalazł się ktoś, kto zabrał mnie z miejsca, gdzie się urodziłem i mogłem być tam, gdzie pomimo wad nie czułem się gorszy.
Dzisiaj lekarz powiedział,że rokowania dla mnie są niekorzystne. Stan kliniczny jest zły i jeśli od takiego czasu nic się nie zmienia, to będę czuł się ciągle tak źle i nie ma na to ratunku.
Teraz mi ciepło, w ramionkach u Mamy, ale muszę już iść.
Dziękuję Ciociom i Wujkom, którzy o mnie walczyli, Cioci Ewie, że mnie uratowała.
To pożegnanie wcale nie jest łatwe. Mama siedzi, ciągle coś mi kapie na głowę, a ona przeprasza..
Tylko za co?
Bo mówi, że za ludzi, co sprawiają, że takie SuperPsy jak ja muszą cierpieć i żegnać się tak wcześnie… Nie zawsze w kocyku i kochane.
Nie rozumiem czemu przeprasza, nie rozumiem, czemu to już koniec…”
 
 Od 5 października do dziś trwała przez 24 godziny na dobę walka o życie tego malucha. Walka przegrana… 

 Dziś dzień smutku. Ale i dzień szczęścia, szczęścia tych wszystkich zwierzaków które trafiają do Was. Szczęścia, mają wspaniałych ludzi którzy walczą o nie do końca.

  Jak co roku ruszamy ze zbiórką karmy dla Azylu Masz Nosa, pojawią się nowe punkty, znikną stare, niemniej mam nadzieję pobić rekord z 2019 roku kiedy 600kg karmy uzupełniło brzuszki głodomorów takich jak ten…
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.